Napisane przez: dawidjankowiak | 14 maj 2008

Zaskakujący wybór Leo Beenhakkera?

Stało się. Selekcjoner polskiej reprezentacji, Leo Beenhakker, dokonał ostatecznego wyboru jej składu na zgrupowanie w Donaueschingen. W mediach nie ustają dyskusje, czy postąpił słusznie i dlaczego. Wiadomo – w Polsce mamy 38 mln trenerów. Pojawiają się również głosy wyjątkowego oburzenia, jak choćby znanego byłego zawodnika, Stanisława Terleckiego. Twierdzi on mianowicie, że

Brak w kadrze na mistrzostwa Europy Wojciecha Kowalewskiego, Arkadiusza Radomskiego i Michała Golińskiego to dla mnie skandal.

Z całym szacunkiem dla pana Terleckiego, kiedyś świetnego piłkarza, powyższa wypowiedź była co najmniej nieprzemyślana. Pomijając fakt, że żaden z powyższej trójki nie ma w polskim futbolu takiej pozycji jak Jerzy Dudek (też swego czasu pominięty przy powołaniach), pozostawienie tych trzech piłkarzy na liście rezerwowej jest jak najbardziej uzasadnione, a w jednym przypadku wręcz oczywiste. Rozpatrzmy ich sytuacje kolejno.

Wojciech Kowalewski przyczynił się w dużym stopniu do awansu, to nie ulega wątpliwości – ale ostatni mecz w reprezentacji rozegrał w roku 2006, a później jego kariera załamała się. Gibon wrócił do Korony Kielce głównie w tym celu, by mieć pewne miejsce w podstawowej jedenastce, którego w Spartaku Moskwa nikt nie mógł mu zapewnić – ale nie spowodowało to automatycznego powrotu do dawnej formy, co Leo Beenhakker musiał zanotować. Aktualnie może i powinien być on brany pod uwagę przy ustalaniu składu, ale na pewne miejsce musi zacząć pracować od nowa. Cały czas pamiętamy rok 2002 i wybieranie zawodników “za zasługi”. Jak to się skończyło, pomimo ostrzegawczych sygnałów w meczach z Rumunią i Japonią, doskonale pamiętamy.

Arkadiusz Radomski był dość pewnym punktem drużyny, ale nie był też zawodnikiem wybitnym, zdarzały mu się słabsze mecze, podobnie jak i jego partnerowi z defensywy. Niemniej to on, a nie Komar pauzował bardzo długo z powodu kontuzji i załapał się ledwie na końcówkę sezonu w Austrii. Trudno być pewnym jego dyspozycji. Natomiast jego decyzja o rezygnacji z listy rezerwowej to już raczej tylko efekt rozczarowania, ale nie można mieć o to pretensji – Radomski dał z siebie sporo w meczach eliminacyjnych, jest piłkarzem doświadczonym i ma prawo nie mieć ochoty wyczekiwać, czy przypadkiem nie dostanie szansy.

Michał Goliński. To jest już zupełne nieporozumienie. Piłkarz solidny, o dobrym uderzeniu, niezłej technice, świetnych warunkach fizycznych, ale… No właśnie. Każdy, kto widział Golińskiego kilka razy w meczach reprezentacji wie, że jego umiejętności gry z pierwszej piłki są wielką niewiadomą, ulubiony sposób zagrania to długa krzyżowa piłka, a prawej nogi używa głównie do podpierania się. Na pewno da się znaleźć w Polsce równie dobrych jak on, jeśli nie lepszych. Zresztą, spoglądając na statystyki, którymi tak często lubią podpierać się dziennikarze i kibice, można szybko zauważyć, że jego klubowy kolega, Maciej Iwański, zdecydowanie wyprzedza go w punktacji kanadyjskiej. Jest to również efektem ustawienia na boisku, ale na pewno daje do myślenia.

Ostatnia sprawa. Trzeba przyznać, że o ile Saganowski jest idealnym kandydatem na pozycję wysuniętego napastnika, o tyle już powołanie Matusiaka faktycznie może być sporym błędem. Zresztą niewykluczone, że po obejrzeniu finału Pucharu Polski trener Beenhakker zmieni zdanie. Pewne jest jedno – potrzebny nam jest napastnik silny fizycznie i psychicznie, umiejący walczyć w tłoku z bardzo agresywnymi obrońcami, rozpychający się łokciami i przyzwyczajony do boiskowych zapasów. Ani Paweł Brożek, który większość bramek w lidze strzelił przy miażdżącej przewadze zapewnionej przez jego partnerów z pomocy, ani Adrian Sikora takich zalet nie posiadają. Zwłaszcza dotyczy to Pawła Brożka, który swego czasu nie zdecydował się na ewentualny transfer do Anderlechtu, a później do Nancy. Wcale jednak nie oznacza to, że kadra już nie będzie mieć z niego pożytku – to pozostaje sprawą otwartą, można jedynie żałować, że obydwaj bliźniacy rozwijali się wolniej niż z początku sądzono. Wracając do Matusiaka – być może jednak przydałby się w tej kadrze Łukasz Piszczek, zakładając, że Saganowski i Żurawski poradzą sobie na tej newralgicznej pozycji bez rywalizacji z będącym w słabej formie Radomatu?

Na koniec warto dodać, że głosy oburzenia domagające się powołań głównie
na podstawie statystyk (czyli prościej, ostatnio strzelanych goli) są niemal zawsze anonimowe lub też ich autorów się zapomina, zatem trudno się do nich później odnosić. Ale czy nie przypadkiem ci sami, którzy rwą włosy z głowy nad brakiem powołania dla Brożka, Wichniarka czy Sikory swego czasu domagali się powołania dla Dawida Jarki? Akurat w tym przypadku sam zawodnik szybko udowodnił bezzasadność takiego postępowania.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie