W minionym tygodniu polska reprezentacja rozegrała trzy mecze towarzyskie, który miały dać selekcjonerowi odpowiedzi na pytania dotyczące optymalnego wyboru składu na Mistrzostwa Europy. “Orły” zaprezentowały się rozmaicie, ale w większości przypadków da się wyciągnąć konkretne wnioski – niektóre oczywiste, inne mniej. Od dawna wiadomo, że Artur Boruc to aktualnie najbardziej wartościowy polski zawodnik. Mecz z Danią pozwolił po raz kolejny zwrócić uwagę na jego niekonwencjonalną technikę bronienia w sytuacjach sam na sam, której nie prezentuje chyba żaden inny bramkarz. Bramkarz Celtic Glasgow wychodząc do napastnika rozkłada ręce i nogi przybierając wygląd mocno spłaszczonej litery X, co pozwala mu uniknąć zarówno założenia siatki jak i strzału obok niego. Chwilami wygląda to naprawdę fantastycznie, bo jego interwencje to klasa światowa. Drugim po Borucu najpewniejszym zawodnikiem jest aktualnie Mariusz Lewandowski, którego bez cienia wątpliwości można porównać do takich pomocników jak Tobias Linderoth, David Albelda czy Tomas Galasek. Do klasy Makelele czy de Rossi’ego trochę mu jeszcze brakuje, ale jego rozwój musi cieszyć, zwłaszcza kibiców, którzy pamiętają jego grę za czasów prowadzenia kadry narodowej przez Bońka czy Janasa. Trzecim zawodnikiem o niepodważalnej wartości jest Michał Żewłakow, który rzadko popełnia błędy, świetnie dowodzi linią obrony i jest bardzo solidny w pojedynkach.
Wśród piłkarzy, którzy zagrali z Macedonią trudno kogokolwiek wyróżnić. Na pewno przyzwoicie zagrali Mariusz Jop oraz Adam Kokoszka, choć ten pierwszy spóźnił się z interwencją przy golu dla rywali. Tomasz Kuszczak też zachował się wtedy niezbyt dobrze, ale w paru innych sytuacjach ratował nas przed stratą bramki. Sporo czarnej roboty wykonał w środku pola Rafał Murawski, którego można określić mianem następcy Sobolewskiego – może jedynie brakuje mu jeszcze trochę agresywnego nastawienia. Łukasz Garguła niestety zaprezentował cały wachlarz nieudanych dośrodkowań – co gorsza, nie poprawił tego w krótkim występie z Danią. Radosław Majewski zagrał trochę w kratkę, ale w jego przypadku trzeba sprostować jedną rzecz. Sam zawodnik oraz wielu komentatorów w mediach było zaskoczonych czy nawet zbulwersowanych ustawieniem na pozycji prawego pomocnika. Można zrozumieć zdziwienie samego zawodnika, który w Groclinie jest ustawiany na środku pomocy przy ustawieniu 4-4-2, ale po dziennikarzach należałoby się spodziewać większego obeznania w temacie. Już od dobrych paru lat ustawianie na skrzydle nominalnych rozgrywających to niemal elementarz, jedno z bardziej zaskakujących posunięć i oczywisty wręcz wniosek wysnuty z coraz większego nacisku na agresywną grę w defensywie. Rozgrywający ustawiony bliżej linii zawsze będzie miał więcej swobody niż ten w środku i jest to wykorzystywane przez wielu zawodników, żeby tylko wymienić Riquelme grającego w ten sposób jakiś czas temu w Villarreal, Rosicky’ego i Hleba w Arsenalu czy też Iniestę w Barcelonie. Po raz kolejny wychodzi przywiązanie do schematów i brak rozeznania w temacie. Rzecz jasna, należałoby się zastanowić, dlaczego pomysł nie wypalił – zbyt zachowawcza gra Pawła Golańskiego, ogólny brak zrozumienia wynikający z małego doświadczenia zawodników i niezbyt aktywna gra bez piłki Matusiaka oraz Garguły mogą być pewnym wytłumaczeniem. Niedopuszczalne jest jednak twierdzenie, że to posunięcie było błędem – chyba, że chcemy nadal być zaściankiem Europy.
W meczu z Albanią przekonaliśmy się po raz kolejny, że wystawianie Żurawskiego w obecnej formie jako jedynego napastnika mocno spowalnia grę ofensywną. Potwierdziło się to w spotkaniu z Danią, gdy chwilę po roszadach Żurawski przeprowadził kilka bardzo dobrych akcji atakując z głębi pola. Tomasz Zahorski w obydwu tych meczach udowodnił, że o ile gra w powietrzu jest jego chyba najmocniejszą stroną, o tyle jego umiejętności nie pozwalają jeszcze na błyskotliwą grę przy linii. Wojciech Łobodziński, który ma być alternatywą dla Kuby Błaszczykowskiego, z Albanią zagrał wręcz tragicznie, za to z Danią już całkiem przyzwoicie. Koniecznie jednak musi potrenować ostatnie podanie. Za to bardzo dobrze wypada w roli drugiego napastnika zwiększającego przewagę w polu karnym, zwłaszcza gdy trzeba powalczyć o górną piłkę – to jego chyba jedyna przewaga nad zawodnikiem Borussii Dortmund. Jacek Krzynówek nie jest już takim kołem zamachowym, jakim był przez ostatnie i poprzednie eliminacje, ale jego cwaniactwo boiskowe, dobry przegląd pola i piorunujące uderzenie z dystansu nadal każą go widzieć jako jedynego kandydata na lewą flankę. Dariusz Dudka jest bardzo nieprzewidywalnym zawodnikiem – pozostaje mu jedynie życzyć, by ustrzegł się błędów, a przy okazji zaskakiwał też bramkarzy po mocnych strzałach z daleka, w których jest coraz lepszy. Z kolei Jakubowi Wawrzyniakowi pozostaje życzyć, by rozwinął swoje umiejętności równie szybko jak wspomniany Dudka. Póki co podobnie jak kiedyś wiślak Kuba strasznie irytuje głupimi stratami, brakiem zwrotności i niezbyt umiejętnym ustawianiem się, ale cieszy jego dobra wydolność i niezły strzał. W meczu z Danią to on jako pierwszy zatrudnił Soerensena. Mimo to niewykluczone, że zastąpi go na lewej stronie Paweł Golański, który słabiej sobie radzi z kopaniem piłki lewą nogą, ale jest zawodnikiem lepszym taktycznie.
Warto poświęcić jeszcze parę słów naszemu ofensywnemu kwartetowi, który wespół z bocznymi obrońcami ma stanowić o sile naszego ataku. Smolarek jest równie dobry na flance jak i na szpicy, ale marnowanie jego sił na defensywę może być jednak błędem. Przy takiej ruchliwości i instynkcie strzeleckim wydaje się, że warto zostawić mu sporo swobody, a dowodem na to może być wypracowany karny w meczu z Danią. Tak umiejętnego dryblingu i sprytnego przewrócenia się mógłby mu pozazdrościć nawet Steven Gerrard.
Mimo wszystko Joergensen wyraźnie zahaczył Smolarka, co pozwala sądzić, że nie ujrzy on na ME żółtej kartki za symulowanie fauli, za to będzie bardzo pożytecznym zawodnikiem. Jeśli chodzi o Kubę Błaszczykowskiego, to jest bardziej niż pewne, że będzie umiał sobie poradzić z każdym obrońcą, jeśli tylko nie zaczną polować na jego nogi.
W przypadku Maćka Żurawskiego bezsporny wydaje się fakt, że zdecydowanie lepiej gra ustawiony jako nr 10, co tym samym czyni go bezpośrednim rywalem dla Rogera Guerreiro. Konkurencja między tymi zawodnikami powinna tylko podnieść poziom naszej reprezentacji. Roger pokazał się z bardzo dobrej strony w meczu z Danią i choć zabrakło mu efektywności, to jednak zaprezentował kilka zagrań niemal niedostępnych dotychczas dla piłkarzy z orzełkiem na piersi. Na uwagę zasługuje zwłaszcza jego umiejętność bycia pod grą, którą zademonstrował chwilę przed wyszukaniem Jacka Krzynówka, a ten w swoim stylu uderzył z dystansu, ale nad poprzeczką. Krzynówek z kolei to piłkarz o znanych zaletach i jeśli tylko jego partnerzy umożliwią mu oddanie w każdym meczu kilka strzałów sprzed pola karnego, to możemy być pewni, że wyjedzie on z Austrii z niezerowym kontem bramkowym.
Wygrana z Niemcami i wyjście z grupy jawi się nam jak marzenie ściętej głowy. Być może słusznie. Ale czy nie dokonuje się czasem rzeczy niemożliwych?