Napisane przez: dawidjankowiak | 9 czerwiec 2008

Słabeusze z zerowym kontem

Pierwsze mecze Euro 2008 obyły się zupełnie bez niespodzianek, co już jest swego rodzaju niespodzianką. Trzeba jednak przyznać, że w każdym z tych spotkań wygrywała drużyna dojrzalsza i nawet jeśli mecz był w miarę wyrównany, to jednak nietrudno było wskazać faworyta już po kilkunastu minutach, może z wyjątkiem pierwszego meczu, w którym mogliśmy doświadczyć szybkiej wymiany ciosów. Warto też zwrócić uwagę, że w połowie pierwszej kolejki na liście strzelców znajduje się tylko jeden napastnik (dwóch, jeśli doliczyć Łukasza Podolskiego, który był ustawiony na lewej pomocy). Za to oficjalna piłka ME na razie nie sprawia kłopotów – ani jeden gol nie padł po strzale z dystansu.

W meczu otwarcia Czesi zaprezentowali bardzo dojrzały taktycznie i wyrachowany futbol, ale gołym okiem widać, że to nie ta sama drużyna co 4 lata temu. W pierwszej połowie grali trochę nerwowo i nie umieli narzucić swojego stylu gry, dopiero po zdobyciu bramki zaczęli umiejętnie wybijać rywali z rytmu. Szwajcarzy z kolei pokazali się z bardzo dobrej strony, ale zabrakło im właśnie cwaniactwa, umiejętności wykorzystania błędów przeciwnika i przede wszystkim celnych strzałów – większość łapał lub odbijał znakomicie dysponowany Petr Cech. Mimo wszystko trochę zawiódł Tranquilo Barnetta, po którym należy się spodziewać efektywniejszej gry. Potwierdził swoją klasę Gokhan Inler – dobry sezon w Udinese ma szansę zwieńczyć udanym występem w ME, a kto wie, czy nie będzie jednym z odkryć. Dobry przegląd pola, mocne uderzenie z lewej nogi, spora ruchliwość i niezła dynamika to bardzo pożądane zalety środkowego pomocnika. W czeskiej drużynie zawiedli Koller, który zbyt rzadko szukał sobie miejsca w polu karnym i Jankulovski, którego dośrodkowania nie były najwyższej klasy. Całkiem dobrze spisywał się Libor Sionko, wejście smoka miał król strzelców ligi czeskiej Vaclav Sverkos, którego swego czasu nie docenili działacze Herthy Berlin.

Turcy byli zdecydowani stawić czoła Portugalii, ale nie ma wątpliwości, że rok 2002 był bardzo dawno temu. Ustawienie identyczne jak u Czechów, a gra zdecydowanie słabsza – sporą winę ponoszą za to Emre i Erdinc, którzy rozgrywali piłkę dość nieporadnie, a przede wszystkim zbyt rzadko regulowali tempo gry. Najbardziej chyba jednak rozczarował skrzydłowy Middlesbrough, Tuncay Sanli, którego prawie wszystkie akcje kończyły się fiaskiem, a już na początku meczu próbował oszukać sędziego padając teatralnie w polu karnym. Za to jego odpowiednik po prawej stronie, Colin Kazim-Richards, zaprezentował brak kompleksów, fantastyczne wyszkolenie i niesamowity spryt, wielokrotnie uwalniając się spod opieki obrońców, choć czasami pilnowało go nawet trzech Luzytańczyków. Gdyby dołożył do tego większy ciąg na bramkę, miałby szansę na perfekcyjną ocenę. Cristiano Ronaldo i spółka zagrali swoją piłkę nie wysilając się za bardzo, choć z początku wydawało się, że będą tylko efektowni. Duży udział w obydwu bramkach miał skrzydłowy Manchester United, który najpierw wypuścił w bój Pepe, a potem poprowadził kontratak zakończony świetnym podaniem Moutinho i strzałem Meirelesa do pustej bramki. Jednym z lepszych aktorów tego widowiska był Jose Bosingwa, nowy nabytek Chelsea – żelazne płuca, pewność siebie, dobra gra obronna, ciągłe uczestniczenie w akcjach ofensywnych i przede wszystkim doskonałe długie podania. Całkiem dobrze zaprezentował się też Nuno Gomes, jego asysta to podanie znamionujące spory kunszt techniczny.

Mecz drugiego z gospodarzy początkowo był całkowicie zgodny z przewidywaniami, ale już w drugiej połowie jego przebieg zmienił się o 180 stopni. Chorwaci co prawda zagrali bardzo twardo w obronie i dowieźli wygraną do końca, ale wydaje się, że drużyna lepsza niż Austria bez problemu wykorzystałaby bojaźliwość i brak kreatywności piłkarzy z Bałkanów. Jednym z lepszych zawodników na murawie był Ivica Olić, niemal nieuchwytny dla austriackich obrońców, bardzo aktywny i bardzo agresywny. Luka Modrić na razie nie pokazał swoich możliwości, ale grał bardzo pewnie i z dużym spokojem. Trudno wyróżnić kogoś z drugiej drużyny. Ivanschitz w pierwszej połowie zawiódł kompletnie, w drugiej pogoniony prawdopodobnie przez selekcjonera częściej był pod grą i stanowił pewne zagrożenie. Sposób gry “na aferę” nie jest specjalnie zaskakujący, ale dla Austriaków to jeden z lepszych wariantów ze względu na warunki fizyczne ich zawodników. Parę bardzo dobrych zagrań miał Martin Harnik, ale to o wiele za mało jak na turniej Mistrzostw Europy.

Polscy piłkarze byli bardzo pewni siebie przed spotkaniem z Niemcami, ale niestety tylko kilku z nich wykazało się tą pewnością w całym meczu. W tej grupie znajdą się Boruc, Lewandowski i Dudka, ale reszta składu grała już ze zmiennym szczęściem. Sam początek był wyrównany (po raz kolejny Krzynówek w pierwszym meczu turnieju marnuje znakomitą okazję), ale szybko okazało się, jak bardzo Niemcy przewyższają nas klasą. Wyrazy uznania dla Joachima Loewa – wystawienie Podolskiego na lewej pomocy było genialnym taktycznie posunięciem, nasi zachodni sąsiedzi grali praktycznie na trzech napastników. Co prawda osamotniony Jansen był niemiłosiernie ogrywany przez Łobodzińskiego i później Rogera Guerreiro, ale jak się okazało, warto było podjąć to ryzyko. Frings i Ballack zagrali na swoim zwykłym poziomie, co oznacza klasę światową. Niemiecka obrona nie była zbyt szczelna, podobnie jak nasza, ale jedna i druga drużyna biły rekordy w pudłowaniu. Drugi gol to już tylko pech i głupota Golańskiego, który jednak zagrał dobry mecz. Zdecydowanie zawiodły nasze gwiazdy, czyli Krzynówek, Żurawski i Smolarek. Ten ostatni jednak był odcięty od podań. Łobodziński z kolei miał niezłą pierwszą połowę, ale w drugiej grał fatalnie. W naszej drużynie na pewno można wyróżnić Lewandowskiego i Dudkę, którzy znakomicie stabilizowali grę i starali się podawać sporo do przodu. Warto wspomnieć też o doskonałym występie Philipa Lahma, który zatrzymywał naszego lewoskrzydłowego niemal w każdym pojedynku. Być może, gdyby to Łobodziński grał na Lahma, a Krzynówek na Jansena, wszystko wyglądałoby inaczej. Ale to spekulacje. Niemcy byli znacznie lepszą drużyną, ale i Polacy zagrali lepiej niż dwa lata temu.

Wśród pierwszych czterech drużyn trzy prezentowały to samo ustawienie, czyli 4-5-1 z jednym defensywnym pomocnikiem i dwoma rozgrywającymi. Dwie z nich, czyli Portugalia i Czechy wygrały. W meczach grupy B wygrywały zespoły grające systemem 4-4-2, przy czym Niemcy zagrali va banque ustawiając po lewej stronie niezwykle ofensywnego zawodnika i dzięki temu wygrali. W przypadku grania jednym napastnikiem drugi skrzydłowy musi zawsze pojawiać się w polu karnym, podczas gdy piłka jest prowadzona drugim skrzydłem – jeśli tych zachowań brakuje, dośrodkowania prawie zawsze kończą się stratą, co widzieliśmy w grze Polski i Turcji. W każdej drużynie niesamowicie ważną rolę grają dwaj środkowi pomocnicy, ale ich gra jest zwykle dość zróżnicowana. Organizacja gry stanowi o przebiegu meczu, ale gole rzadko były zdobywane po przemyślanych akcjach. Jeśli to się zmieni, być może będzie można stwierdzić, że Euro 2008 było przełomowe pod względem taktycznym.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie