Napisane przez: dawidjankowiak | 20 czerwiec 2008

Kontrowersje, niespodzianki i opady

Z wszystkich meczów drugiej kolejki najszerzej komentowany był ten z udziałem Polski. Tym razem, chyba wyjątkowo, nie tylko w naszym kraju. Powodem nie była niestety dobra gra naszych Orłów. Oprócz tego przynajmniej jeden zespół zaskoczył kibiców pozytywnie. Zwłaszcza chorwackich.

W pierwszym spotkaniu Czesi potwierdzili, że ich zachowawcza gra ze Szwajcarami to nie był przypadek. Ten zespół bez Nedveda, Rosicky’ego i Poborsky’ego jest zdecydowanie słabszy. Jeśli jednak rozpatrywać postawę ich następców, to warto pochwalić naprawdę dobrą grę Libora Sionko. Prawoskrzydłowy naszych południowych sąsiadów był ponownie bardzo aktywny, dobrze uzupełniał Milana Barosa w polu karnym, do tego popisał się zdobyciem wyrównującej bramki. Linia obrony wspomagana przez Tomasa Galaska również prezentuje się przyzwoicie, ale dało się znaleźć na nich sposób – skoro dryblingi przez większość meczu nie przyniosły powodzenia, to należało spróbować strzału z dystansu i w ten właśnie sposób Cristiano Ronaldo pokonał Petra Cecha. Znakomite podanie Deco i mimo wszystko niezbyt udana interwencja bramkarza zadecydowały o wyniku spotkania. Końcówka meczu to desperackie ataki czeskiego zespołu, ale i tak największym zagrożeniem dla Portugalczyków zdawał się być Ricardo. W paru sytuacjach bronił bardzo dobrze, ale zdarzały mu się też dość niepewne zagrania. Jan Koller po raz kolejny mocno zawiódł, a Jaroslav Plasil zdecydowanie nie dorasta do poziomu wyznaczonego przez jego rodaków na Euro 2004.

W drugim meczu obydwie drużyny walczyły o zwycięstwo, ale przez długi czas absolutnie miażdżącą przewagę miał tylko deszcz. Obydwie drużyny włożyły wiele serca w to spotkanie, ale bardzo często warunki atmosferyczne niweczyły ich wysiłki. Szwajcarzy mieli jednak jeszcze jednego groźnego przeciwnika – bramkarza Fenerbahce, Volkana Demirela. Przeważali przez większość meczu, ale Volkan był tego dnia bardzo pewny, pomijając sytuację, w której Turcy stracili gola. Po zmianie wyniku Szwajcarzy nadal mieli przewagę, ale niewiele z niej wynikało, a rywale groźnie kontrowali. Gdy po znakomitym podaniu nieco rozczarowującego Nihata rezerwowy Semih Senturk wyrównał stan meczu, wydawało się, że strzelenie jeszcze jednej bramki w tych warunkach będzie niewiarygodnym wyczynem. W samej końcówce Helweci znaleźli się w czterech pod bramką i tylko dwie fantastyczne parady Volkana zapobiegły trzeciej bramce. Niewykorzystane sytuacje się mszczą, mówi stare piłkarskie powiedzenie i tym razem sprawdziło się w 100%. W doliczonym czasie nastąpił dobrze wyprowadzony kontratak i Arda Turan z pomocą Patricka Muellera umieścił piłkę w siatce. Turcy znów zawodzili, ale udało im się odbić od dna. Szwajcarom pozostało zadowolenie z niezłej gry i coraz lepsza gra Gokhana Inlera, którego śmiało można okrzyknąć wygranym pośród przegranych. Znakomity przegląd pola, dyscyplina taktyczna i dobre uderzenie z dystansu – jego reprezentacja odpadła z dalszych zmagań, ale jego samego czeka bardzo interesująca kariera.

Chorwaci po raz kolejny pokonali Niemców i choć jest to zasługa całego zespołu, to jednak trzeba zwrócić uwagę, że znakomitą partię rozgrywał Ivica Olić. Był wszędzie, pod bramką, w środku pola, na skrzydle, rozdawał piłki, wbiegał w pole karne – człowiek-orkiestra. Mógł zaliczyć parę asyst, a skończyło się na dość szczęśliwym golu, gdyż wcześniej Jens Lehmann nie zdołał wybić piłki na róg i ta odbiła się od słupka. Doskonały mecz rozgrywał też zdobywca gola, Dario Srna. Jedno z płuc zespołu chorwackiego, człowiek zawsze ustawiony na odpowiedniej pozycji. Jansen w drugim meczu z kolei udowodnił, że nie jest dobrze przygotowany do gry na takim poziomie. Tym razem nieco aktywniejsi byli Modrić i Kranjćar, a do tego cała drużyna grała niezwykle spokojnie w defensywie, włączając bramkarza. Niemcy nie pokazali w zasadzie nic, Ballack był niewidoczny, a napastnicy nie umieli się odnaleźć na boisku. Pierwsza niespodzianka stała się faktem i już było bardzo prawdopodobne, że Niemcy spotkają się z Portugalią w ćwierćfinale.

Polska miała przystąpić do meczu z Austrią bardzo zmotywowana, ale cóż z tego, skoro to gospodarze w pierwszych 30. minutach zagrali z tak agresywnym nastawieniem, że po kilku błędach polskiej obrony mogli strzelić cztery gole. Na drodze stanął im jednak Artur Boruc, bezsprzecznie w absolutnej czołówce bramkarzy tego turnieju, na dodatek z niebywale skuteczną techniką bronienia sytuacji sam na sam. W obronie po raz kolejny najbardziej nieporadny był Mariusz Jop – po jego zejściu w przerwie i wprowadzeniu Golańskiego gra nieco się uspokoiła. Zbawienny wpływ miał też gol Rogera Guerreiro, strzelony co prawda ze spalonego, ale po dobrej akcji Smolarka i Saganowskiego, która mogła napawać lekkim optymizmem. W drugiej połowie Marek Saganowski nadal był jednym z paru wiodących graczy, ale już Ebi Smolarek za często znikał za plecami obrońców, a gdy dostał podanie, nie potrafił utrzymać się przy piłce. Prawie cały ciężar rozgrywania akcji spoczywał na Guerreiro i Krzynówku, a że ten drugi jest bez formy, nie wyglądało to za dobrze. Roger radził sobie jednak bardzo dobrze z nieruchawymi austriackimi obrońcami i gdyby jego koledzy byli bardziej skuteczni, mogliśmy prowadzić większą ilością bramek. W końcówce nastąpiła opisywana już wiele razy sytuacja. Powód do podyktowania karnego był, to prawda, ale bardzo często w identycznych przypadkach karnego nie było. Wbrew zachowawczemu zachowaniu UEFA, to z pewnością była kontrowersyjna decyzja, ale trzeba pamiętać, że sędzia mylił się w obie strony. Warto jeszcze zwrócić uwagę na wyróżniającego się piłkarza Austrii – Umita Korkmaza, który kilka razy zrobił po naszej prawej stronie wiatrak z Marcina Wasilewskiego. Bardzo zwinny i szybki zawodnik z niezłym dryblingiem. Mający podobne albo większe umiejętności Ebi Smolarek i Jacek Krzynówek nie zdołali zaprezentować ich w tym meczu. I to też był jeden z powodów mimo wszystko nieudanego meczu.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie